Jedna Piosenka Dziennie

by Michał Pruszkowski

/
  • Streaming + Download



    Ściągając całość możesz liczyć na ukryty bonus.

     

1.
Coś nam idzie już niezgrabnie Nie tańczymy tak jak dawniej - Ty się spinasz - Ty się boczysz Nie patrzymy sobie w oczy Walc nam wyszedł po angielsku Tango mało kusicielskie - Bo straciłeś swoją pewność - Ty zgubiłaś swoją zwiewność Na parkiecie zbyt szerokim Raz po raz mylimy kroki
2.
Kiedyś pozdejmują nam te maski Kiedyś zedrą z nas to wszystko Przez tę warstwę nie przenika światło Nie dociera rzeczywistość
3.
Na skrzydłach młodości niesione W kałuże wskakują w skarpetkach Nieważne, że woda głęboka Nieważne, że woda głęboka Nie patrzą za bardzo przed siebie Nie patrzą za bardzo pod nogi Choć spojrzeć potrafią Ci w oczy Oj spojrzeć potrafią Ci w oczy Nie dawaj im serca przypadkiem Nie dawaj im serca przypadkiem Bo z dłoni tych jeszcze zbyt gładkich Wymyka się wszystko, co rzadkie
4.
Chodź, zbudujemy nowy most Na miejscu starych zgliszczy Ogień, co wody boi się Nie wszystko w głębi zniszczył
5.
Jeszcze możesz zostać kimś Jeszcze możesz być pogromcą Dzikich kotów, wściekłych psów Na złość, na złość Jej Tej co wiecznie wodzi nas za nos Tej co szczędzi dobrych słów Raz po raz rzucamy się Jak pies na kość Raz po raz miotamy się Jak świeży leszcz w siatce Jeszcze możesz zostać kimś Jeszcze możesz być zdobywcą Casanową, łowcą głów Na złość, na złość Jej Tej co wiecznie wodzi nas za nos Tej co szczędzi dobrych słów Raz po raz nabiera nas, nabiera nas Raz po raz nabiera nas, nabiera nas
6.
01:30
Ani głos, ani włos Niekrzyczący, niekrzyczący Łatwo przejść obok nas Niepozornych, niepozornych Otrzeć się, przy WC W sznurze w szatni koczujących Łatwo przejść obok nas Nieodkrytych, niepozornych
7.
Niespodzianie nas nawiedził duch przeszłości pogrzebanej Poprzewracał buty w sieni, rzucił palto na kanapę Kazał sobie nalać wódki, po czym zajrzał do lodówki Wyżarł co smaczniejsze kąski Znalazł nas na gruncie grząskim Co tam słychać, nas zapytał, grzebiąc śmiało po szufladach Dawnośmy się nie widzieli, chyba dobrze Wam się wiedzie Nowe kubki i talerze, to z Ikei, mu mówimy A on bierze spodek w dłonie A nam nabrzmiewają skronie Jeszcze chwilę się pokręcił, omiótł wzrokiem stare kąty Dobra, miśki, muszę lecieć, wielkie dzięki za kolację Super było Was zobaczyć, ale zapomnijcie o mnie Wiecie, jestem włóczykijem A nam serce znowu bije
8.
Niebo nad nami Aż ciężkie od modlitw O nowy początek Woda w fontannie Aż srebrna od monet Rzuconych na szczęście Będzie nam lepiej W zeszycie nowiutkim Otwiera się wątek Będzie nam lepiej Bo los nam łaskawszy Uśmiechnie się częściej Będzie nam lepiej
9.
Na Facebooku konsumujemy tyle zdjęć jedzeń Że nie mieścimy się już w 140 znakach na Tweeterze
10.
Daj mądrość nam Już wystarczy plam po gencjanie Już wystarczy mazaj na gipsie Już wystarczy Snoopy’ch na plastrach Daj mądrość nam Już wystarczy pięknych preludiów Już wystarczy słabych finałów Już wystarczy fermat bez końca Daj mądrość nam
11.
Nie zbadają nas Nie rozgryzą nas Mogą wyjąć część W kontekst wepchnąć Wymykamy się Wymigamy się Nie rozgryzą nas Nie zbadają
12.
02:40
Na sygnale jedzie już, jedzie już Pogotowie pędzi już Groźna bliskość: Ty i ja, Ty i ja Może boleć, trzeba wiać
13.
Język mój może z mózgiem w niezgodzie Pultać się strasznie w odmętach gardła Mogę wykaszleć koślawe zdanie Ja mam licencję na grafomanię Mogę pogwałcić wszelkie zasady Treść zamarkować nieskładną formą Mogę też również rymy dać tanie Ja mam licencję na grafomanię Ponaupychać mogę wyrazów Mając niewiele do powiedzenia Słowo się leje jak woda w kranie Ja mam licencję na grafomanię Mogę założyć czapkę bohemy Ludność nie zwęszy tu żadnej ściemy Ważne, że szczere parcie na granie Da mi licencję na grafomanię
14.
Jesteśmy dziećmi z zapałkami Na łatwopalnym gruncie Z procy strzelamy prosto w oko Żeby bolało Mamy w kieszeni wielką dziurę I niebezpieczną wiedzę
15.
Nie zawiodą nas donikąd Nie postawią nam pomnika Nie wypiszą nam rachunku Za spożycie mocnych trunków Nie zabronią sikać w bramie Za przystankiem na żądanie Nie zawiodą nas donikąd Nie postawią nam pomnika
16.
Zaśnij lęku przed przyszłością Śpij Przymknij wreszcie wilcze ślepia Śpij Przestań kąsać nas po kostkach Śpij Daj losowi robić swoje Śpij
17.
Byłem już w kropce, kiedy nieśmiało Coś tam rzuciłem Tobie przez ramię Ty nachyliwszy się wygięłaś plecy Tworząc nad kropką znak zapytania
18.
http://blog.kurasinski.com/2012/12/28/nie-szukaj-inwestora-i-wywal-z-rss-techcruncha-lepiej-zaplac-vat-i-zus-w-terminie/
19.
Znowu przyjechało kino objazdowe Nyska piskiem opon obudziła wioskę Światło w każdym oknie, każdy nos przy szybie Wielkie poruszenie. Kino mamy! Kino! Będą, proszę Państwa, filmy całkiem nowe Ekran stanie tutaj, obok Matki Boskiej Będzie zabijanie, rzecz jasna na niby Będzie i kochanie. Witek, dawaj skrzynię! Już antycypacji pomruk wśród gawiedzi Dzieci położone, świnie nakarmione Ekran razi bielą, prześcieradło nowe Taśma na maszynie. W kinie Paniem, w kinie! Z lichych kolumienek, coś tam aktor bredzi Patrzy w jedną stronę, patrzy w drugą stronę Wtem, w połowie zdania, kino objazdowe Zmienia się w projekcję moich wyobrażeń
20.
Zdecydowanie kłódkę zakupię Bo mi się klapa ciągle otwiera Klapa co winna chronić pikawę Przed skutkiem dobrej atmosfery Nieraz nie zdążę jej przytrzymać Wiatr miota klapą, zawias skrzeczy Szybko przeziębia się pikawa Potem ją trzeba długo leczyć
21.
Postrach wsi, postrach miast Postrach wsi, postrach miast Prawda nas może zaboleć Prawda nas w oczy ukole W krzyżu nam gruchnie Uuuuu, duchy Postrach wsi, postrach miast Postrach wsi, postrach miast
22.
Przyszła żaba do psychiatry Panie doktor, weź Pan poradź Coś mnie w księcia nie zamienia Coś mnie panny źle całują Niech Pan spojrzy na rodowód, Niech Pan spojrzy na tę pieczęć W żyłach płynie mi sam błękit One chyba se żartują Doktor chwilę się zadumał Nabił fajkę, stanął w oknie Pan zamienisz się w księciunia Jak księżniczka pana cmoknie
23.
Proszę Pani Proszę Pani Pies mi zjadł wypracowanie
24.
Aż minus dziesięć dioptrii wziął Coby zmniejszały oczy Komplement pani zdziałał cud Oprawki poszły w krocie Przed lustrem stanął, przetarł szkła Ułożył je na nosie Nie taki ze mnie straszny Strach Rzekł z entuzjazmem w głosie Z nowym imydżem nowy duch I krok pewniejszy nieco I nawet cień uśmiechu padł Na to straszliwe lico Mieliśmy w czwórkę spotkać się Ja, Ty, strach i odwaga Ale Odwagi nie miał nikt A Strach nas widział słabo
25.
W swoich wyciągniętych swetrach Będziesz moim wzorcem metra W swoich wyciągniętych swetrach Będziesz dla mnie wzorcem metra Lista życzeń na lodówce Nie powieje nagle chłodem Nie przestraszy nas kalendarz Zabazgrany rok do przodu
26.
Sami jesteśmy jak na pół gwizdka Mniej uśmiechnięci, bardziej wyspani Paczki wnosimy na dwie raty Sami jesteśmy jak na pół gwizdka Sami jesteśmy tylko w połowie Stąd ta niepewność, stąd nieporadność Głos nieco cichszy, przytłumiony Sami jesteśmy tylko w połowie
27.
Równo o trzeciej zleciał Kupidyn Szluga zajarał, ale naprędce Piknął stoperem, napiął cięciwę Dając nam kwadrans, ni mniej, ni więcej Ty coś tam miałaś bardzo ważnego Ja wyrywałem się z objęć sztuki Dzwony zabiły razy piętnaście Ty w haendemie machasz wydrukiem Mi tradycyjnie piękno akordów Powykrzywiało poczucie czasu Patrzę na zegar: siedem po trzeciej Matkojedyna, nie dogram basu! Biegniem przez miasto jak do pożaru Ty się poprawiasz, ja szukam kwiatów Oczy nam błyszczą, tętno szaleje Tak dopadamy Nowego Światu Jednak szczęśliwie się to nie kończy Sroga jest kara za spóźnienie Amor nas skreśla i leci dalej Na Żoliborzu ma już zlecenie
28.
Niechaj gwiazdka jasno świeci Niechaj śnieżek prószy Brylantowa radość żony Zachowajcie paragony Już się cieszą wszystkie dzieci Czerwienieją uszy Zbawca dzisiaj narodzony Zachowajcie paragony
29.
My, adresat kolektywny My, odbiorcy bez imienia Dziękujemy Dziękujemy Za życzenia
30.
A. był zwykłym urzędnikiem Trochę nudnym, chorowitym Robił swoje bez szemrania Z nabożeństwem należytym Nie kradł ciastek pracowniczych Nie brał kawy, ni herbaty Własne płyny lał z termosu Do kubeczka w polne kwiaty Jakież było więc zdziwienie Gdy przed Bożym Narodzeniem Mimo, że mu buty zmokną Wziął wyskoczył był przez okno Lecz ni śladu po nim w dole Nie rozpaćkał się na bruku A. rozpłynął się w powietrzu A. się wymknął temu światu
31.
Mamy swój mały koniec świata Bez pożarów, bez powodzi Tylko cisza Mamy swój mały Armagedon Po lawinie słów i gestów Nic nie słychać
32.
Z magazynków erudycji Z karabinków elokwencji Z broni białej ripost ciętych I granatów trafnej puenty Z kamizelki, z hełmu, z butów Z tarczy przeciwrakietowej Z min pod płotem zakopanych Rozbrojony Jednym zdaniem

about

Jedna piosenka dziennie. Przez miesiąc. Start dzień przed końcem świata.

KONTAKT | CONTACT
michal@pruszko.com

+48 888 778 988

credits

released December 20, 2012

license

all rights reserved

tags

about

Michał Pruszkowski Warsaw, Poland

KONTAKT | CONTACT
michal@pruszko.com

+48 888 778 988

contact / help

Contact Michał Pruszkowski

Streaming and
Download help

Redeem code

Report this album or account

If you like Michał Pruszkowski, you may also like: